wtorek, 11 października 2011

ROZDZIAŁ VI.

- Jeszcze się nie rozpakowałaś? - zapytała Ją Julia, przyrodnia siostra Kelly wchodząc do pokoju. - Mama powiedziała, żebyś zeszła na śniadanie.
- Nie, jeszcze nie. - wymamrotała nie podnosząc się z łóżka jednocześnie udzielając odpowiedzi na dwa pytania.
- Natychmiast wstań. - powiedziała Julia ściągając kołdrę z siostry.
- Możesz już wyjść? - rzuciła niezadowolona Kelly kierując się w stronę łazienki. Weszła pod prysznic regulując temperaturę wody na największą. Woda parzyła Jej skórę z niewiarygodną siłą, Ona jednak zdawała się tego nie czuć, przez kilka minut stała tak próbując zmyć z siebie wszystko co brudne i złe, próbując pozbyć się wspomnień. W końcu zakręciła kran i bezsilna zwinęła się w kłębek, zaczęła szlochać, tak bardzo się w tym zatraciła, że zapomniała o istnieniu wszystkiego innego, niż Jej innego życia, Jej przeszłości, która minęła bezpowrotnie. W pewnej chwili wydała z siebie krzyk, krzyk rozpaczy przepełniony bólem istnienia, cierpieniem i bezradnością. 
- Kelly! Kelly! Co się dzieje? - pod drzwiami rozległ się donośny głos macochy przepełniony troską i strachem.
- Wszystko w porządku. - potrzebowała kilkanaście sekund, aby podnieść się z zimnej podłogi i odpowiedzieć tak, aby przy tym nie załamał Jej się głos. - Po prostu uderzyłam się o kant umywalki. - skłamała.
- Zejdź na dół jak skończysz. - w głosie Marty widoczne było uczucie ulgi. Nie udzielając żadnej odpowiedzi Kelly starając się o tym wszystkim nie myśleć wytarła się dokładnie ręcznikiem i włożyła dość luźną koszulkę, legginsy do kostek i czarny, zapinany na guziki sweterek. Włosy starannie wysuszyła suszarką, po czym związała w warkoczyk opadający na prawy obojczyk. Po rzęsach przejechała czarnym tuszem, usta podkreśliła waniliowym błyszczykiem i nałożyła na całą twarz puder i trochę różu na policzki. Grzywkę wyprostowała i zostawiła opadającą na prawe oko. Z pokoju zabrała ze sobą ciemnoszarą torbę z książkami, wrzuciła do niej portfel i klucze. Posłała ostatnie spojrzenie na lustro i ćwicząc sztuczny uśmiech zeszła po schodach do kuchni. Macocha przywitała Ją pogodnym wyrazem twarzy.
- Usiądź. - powiedziała wskazując miejsce przy stole. - Mikołaj, Twój ojciec, już wyszedł do pracy, a Julia i Patryk za chwilkę do nas dołączą. Po śniadaniu podrzucę Julię do szkoły, chciałabyś się z nami zabrać?
- Nie, dziękuję, przejdę się, dobrze mi to zrobi. - odpowiedziała siląc się na ciepły uśmiech.
- Jesteś pewna, że trafisz? - zapytała ściągając z troską doskonale wyregulowane brwi. Marta była piękna, nie dziwota, że zawróciła ojcu Kelly w głowie. Miała długie, do połowy pleców poskręcane w loki włosy, ciemne rzęsy okalające przesiąknięte głębią ciemnoniebieskie oczy i figurę modelki. Nie trudno było przy Niej nabawić się kompleksów.
- Może mógłbym dotrzymać Ci towarzystwa w drodze do szkoły? W końcu będziemy uczyć się w tej samej. - wtrącił Patryk nie ukrywając przy tym zafascynowania dziewczyną.
- To niedaleko, dosłownie ulica obok. Bardziej boję się, że nie poradzę sobie z językiem. Ale jeśli chcesz się ze mną przejść byłoby mi bardzo z tego powodu miło. - rzuciła zmartwiona nakładając sobie porcję naleśników. 
- Doskonale znasz polski, nie ma się czego obawiać. - pocieszyła Ją Julia, która w międzyczasie dosiadła się do stołu. - Szkoda, że nie będziemy uczyć się w tej samej szkole.
- Tak, też mi jest z tego powodu przykro. - przyznała Kelly.
 Resztę czasu spędzonego na porannym posiłku przepełniła cisza, jedynie co jakiś czas ktoś zastukał widelcem lub nożem o talerz. Przed wyjściem z domu Marta ucałowała Kelly w policzek i życzyła Jej powodzenia. 
- Co to był za kit z tą umywalką? - zapytał Patryk kiedy drzwi wyjściowe już się za nimi zatrzasnęły.
- Kit? Co to jest kit? - odpowiedziała zdezorientowana Kelly do końca nie rozumiejąc co On ma na myśli.
- Kit to coś w rodzaju kłamstwa. - wyjaśnił.
- To nie był żaden kit. - ponownie skłamała i próbując uniknąć podejrzliwych spojrzeń chłopaka wbiła wzrok w czubki butów.
- Jasne. Nie chcesz o tym gadać, to nie. - W odpowiedzi dostał wdzięczny uśmiech Kelly. 
Przez resztę drogi do szkoły rozmawiali o niczym szczególnym, ale łatwo nawiązali ze sobą kontakt i nawet kilka razy Patryk doprowadził dziewczynę do szczerego uśmiechu. 
- Jak mówili do Ciebie znajomi w Los Angeles? - spytał przed drzwiami szkoły.
- Najczęściej Dżizas, jeśli nie po imieniu. - zaśmiała się, ale natychmiast posmutniała przypominając sobie ton głosu, jakim z czułością zwracał się tak do Niej Mikey.
- Dżizas? Dlaczego Dżizas? - spytał z nieukrywaną ciekawością.
- Często nadużywałam tego słowa, pewnie dlatego. - odpowiedziała.
- Więc do zobaczenia Dżizas. - rzucił i natychmiast zniknął w tłumie grupki chłopaków stojących pod szatniami.

niedziela, 9 października 2011

ROZDZIAŁ V.

Kelly zawsze przed czymś uciekała, po prostu tak było łatwiej. Jednak uciekając nie myślała o konsekwencjach tego co robi, nie wiedziała, że kiedyś to wszystko może w nią uderzyć ze zdwojoną siłą. Spakowała wszystkie swoje rzeczy nie zostawiając po sobie nic prócz wspomnień i ze łzami w oczach pożegnała się z domem, w którym spędziła najcudowniejsze chwile swojego życia. Tak ciężko było jej stąd wyjeżdżać, ale jeszcze trudniej było tutaj zostać. Jadąc taksówką na lotnisko po raz ostatni oglądała tak dobrze znaną Jej okolicę z myślą, że już nigdy nie będzie tak szczęśliwa, jaką była tu. Szlochając wystukała na ekranie telefonu krótkie 'żegnaj' i wysłała do Mikey'a, po czym drżącymi dłońmi wyłączyła telefon. Zamykała ten rozdział i miała już nigdy do niego nie wracać. Była pewna, że Mikey za kilka minut stanie przed drzwiami Jej domu i zdyszany będzie pytał mamę co się dzieje, wejdzie do Jej pokoju i z niedowierzaniem spojrzy na gołe ściany i puste półki, na których kiedyś stały ich wspólne zdjęcia, nie zobaczy już niesfornego bałaganu stale towarzyszącego dotąd Kelly, a zamiast Jej głosu i ulubionej piosenki zastanie tylko głuchą ciszę. Widziała oczami wyobraźni jak On zwija się z bólu słuchając tłumaczeń Jej matki. Widziała jak nie mogąc wypowiedzieć ani słowa wybiega z domu i kieruje się w stronę 'ich' wspólnej ławki w parku łudząc się, że Ją tam spotka, jak zawsze kiedy nie wiedział co się z Nią dzieje.
Odsuwając myśli na bok wysiadła z samochodu i wycierając oczy chusteczką udała się do terminalu. Usiadła na którymś ze skórzanych siedzeń i próbując się uspokoić skubała skrawek rękawa sweterka.
- Wszystko w porządku? - usłyszała podnosząc wzrok na mężczyznę w średnim wieku. Nie mogła się jeszcze przyzwyczaić do barytonu głosu swojego ojca.
- Nic nie jest w porządku. - powiedziała ponownie zanosząc się płaczem. Wtuliła się w tors ojca i plamiąc Jego błękitną koszulę czarnym tuszem do rzęs szukała ukojenia.
- Spokojnie, spokojnie. Jeszcze będziesz mi dziękowała, że Cię zabieram do Polski, może nie w najbliższym czasie, ale kiedyś na pewno. - oznajmił posyłając Jej pokrzepiający uśmiech.
- Ale problem w tym, że ja się boję zmian, już za dużo się wydarzyło, a ta przeprowadzka to kolejne tornado w moim życiu. Chciałabym jedynie tego, co było dwa miesiące temu, tylko tego. - szlochała dobrze wiedząc, że czasu nie można cofnąć, że po prostu musi się z tym wszystkim zmierzyć, uporać i zacząć normalnie żyć. Jeszcze przez kilkadziesiąt minut kurczowo trzymała się koszuli ojca, a On jedynie milczał. Wiedział, że potrzebuje tylko Jego obecności, niczego więcej. Kiedy nadeszła odpowiednia pora weszli na pokład samolotu. Kelly zakładając słuchawki natychmiast pogrążyła się we śnie mimo piekących Jej policzki słonych kropli.

piątek, 23 września 2011

ROZDZIAŁ IV.

Odzyskała przytomność dopiero w jakimś nieznajomym jej jak dotąd pomieszczeniu. Jej wzrok padł na mamę, która od razu doskoczyła do łóżka. 
- Jak się tu znalazłam? - spytała słabym głosem.
- Ambulans przewiózł Cię do szpitala. Jennifer Cię znalazła. Jak się czujesz? - dopytywała się. Kelly jej nie odpowiedziała. Dokładnie oglądała wystrój pokoju. Ściany były tak białe, że aż raziły kolorem w oczy. Gdzieś w kącie stał wieszak na ubrania, obok większe biurko, a na nim kilka grubych tomów i segregatorów. Okno zajmowało większość bocznej ściany, a na parapecie stały jedynie dwa kwiatki. Kilka taboretów i mały stolik stał przy łóżku. 
Kelly spróbowała się podnieść, ale zawirowało Jej w głowie i wróciła do pozycji leżącej. W tej chwili weszła pielęgniarka. 
- Dzień Dobry śpiąca królewno. - padło z Jej ust. - Jak się dziś czujemy? Jak już zdążyłaś zauważyć może Ci się troszkę zaburzyć równowaga. To jest wynikiem proszków, którymi dla Twojego dobra Cię nafaszerowaliśmy.  - powiedziała z uśmiechem poprawiając Jej poduszkę. 
- Wszystko ze mną w porządku, czuję się w miarę dobrze. Kiedy będę mogła stąd wyjść? - spytała zniecierpliwiona. Nie miała ochoty tutaj dłużej przebywać.
- Chciałabym z panią, pani Smith, porozmawiać na osobności. - rzuciła Jej znaczące spojrzenie. - A Ty, maleńka, masz gościa. 
Zanim wyszła mama Kelly posłała w Jej stronę pokrzepiający uśmiech. Zachodziła w głowę kto mógłby chcieć Ją odwiedzić. Jessica? Angela? Isabela? Nie spodziewała się nawet tego, że ta wieść tak szybko się rozniosła. Po chwili w drzwiach stanął Mikey z pudełkiem słodkości w dłoniach. Nie chciała z Nim rozmawiać.
- Można? - zapytał. Nie usłyszał odpowiedzi. Wbiła wzrok w okno. Zaskrzypiało krzesło pod ciężarem czyjegoś ciała. Nie podniosła wzroku. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Jedynie pustkę, tak głęboką, że niemal można było się w niej utopić. - Kelly. Spójrz na mnie. - poprosił wyraźnie zszokowany całą sytuacją i Jej zachowaniem. Ani drgnęła.
- Czego chcesz? - spytała beznamiętnym tonem.
- Posłuchaj, na to co się wydarzyło nie miałem wpływu. Po prostu stało się. Naprawdę nie chcieliśmy Cię skrzywdzić. - tłumaczył się niepewnym głosem.
- Uważasz, że to co zrobiłam, to zrobiłam  z waszego powodu? Macie chyba wygórowane poczucie własnej wartości. Mój świat nie kręci się jedynie wokół Ciebie. - powiedziała gorzko, po czym się zaśmiała sama nie wierząc w to, co przed chwilą padło z Jej ust. - Czy mógłbyś stąd już wyjść? - poprosiła wreszcie obdarzając Go spojrzeniem. W oczach stanęły Jej łzy. Widząc to Mikey pocałował Ją w czoło, odstawił podarunek na stolik obok szpitalnego łóżka, rzucił 'Tylko żadnych głupot, pamiętaj' z troską w głosie i wyszedł. Słysząc trzask zamykanych drzwi wybuchła płaczem. Ból powrócił, a Ona głupia łudziła się, że ma to już wszystko za sobą. Jego obecność sprawiała Jej ogromny ból. Zdawała sobie sprawę z tego, że pocałunek, który złożył na Jej czole był ostatnim. Ukryła twarz w dłoniach. Tak ciężko było Jej się z tym wszystkim pogodzić. 'Mikey i Jennifer, razem. To Ją teraz będzie dotykał, całował, pieścił, to Jej będzie śpiewał, to Jej będzie dedykował każdą kolejną bramkę, którą zdobędzie na meczu. To Ona będzie dostawała najwspanialsze prezenty na świecie w postaci Jego dotyku, to Ona będzie najważniejszą kobietą w Jego życiu, to Ona będzie się topiła w Jego tęczówkach. Ona, nie ja.' wyszeptała pod nosem nie mogąc wciąż do końca w to uwierzyć. 'Ogarnij się, dziewczyno' krzyknęła wycierając ze złością słone krople z policzków i przywołując się do porządku. W tej chwili do pomieszczenia weszła pani Smith, mama Kelly. 
- Poinformowałam Twojego ojca o tym co się wydarzyło. Będzie tutaj najbliższym lotem. - poinformowała w między czasie zbierając rzeczy Kelly do Jej torby. - Zabieram Cię stąd, mam wypis, kilka dni spędzisz jeszcze tutaj, w Los Angeles, ale później wyjedziesz z tatą do Polski. Język znasz doskonale, więc nie widzę problemów. Jeśli się nie zgodzisz umieścimy Cię w odpowiednim szpitalu na terapii. Nie pozwolę, aby moja córka się tak zachowywała. - 'Nie, tylko nie Polska' przez chwilę przyszło Kelly na myśl. Jednak zaraz potem uświadomiła sobie, że to nie jest taki zły pomysł. Przecież nic Jej tu już nie trzymało, wszystko Ją tu zawiodło więc po co miałaby tu zostać? 'Polska. Nowe życie, nowi znajomi, nowa, czysta kartka.' pomyślała zerkając na Jej zabandażowane ręce.
- Dobrze. Wyjadę, nawet natychmiast. Daj mi tylko trochę czasu na zabranie rzeczy z domu. Kiedy ojciec przyleci myślę, że będę już gotowa. - powiedziała gwałtownie zrywając się z łóżka. W efekcie zachwiała się, ale wsparła się na obręczach łóżka. Zszokowana matka stała przez chwilę wgapiając się w córkę z niedowierzaniem. 
- Sądziłam, że będziesz stawiać opory. - powiedziała.
- Wszystko jest lepsze niż psychiatryk. - rzuciła Kelly kierując się w stronę wyjścia.

sobota, 17 września 2011

ROZDZIAŁ III.

- Słuchaj, Kelly. Muszę powiedzieć Ci coś naprawdę ważnego. - zaczął wpatrując się w moje tęczówki.
- Mike, o co chodzi? - zapytała nerwowo bawiąc się serwetką.
- Wiem, że będzie to dla Ciebie na pewno wielki cios, ale musisz zrozumieć, że nie jesteśmy sobie pisani. - urwał na chwilę obserwując Jej zachowanie. Starała się zachować spokój, ani drgnęła. - To, co mówiłem wczoraj i kilka dni temu było nieprawdą. Tak naprawdę to nie czuję do Ciebie nic, pomyliłem się, to nasz związek był błędem. Zrozumiałem to właśnie dziś, pewna osoba mi to uświadomiła. Bo widzisz, naprawdę tego nie chciałem, nie zrobiłem tego celowo, nie chcę, abyś po tym, o czym Cię zaraz poinformuję zrywała kontakt ze mną i Jennifer.
- Ale co ma z tym wspólnego Jen? - przerwała mu nie rozumiejąc co miałaby do tego Jej najlepsza przyjaciółka. - To jest tylko i wyłącznie nasza sprawa. - powiedziała. - Mylę się? - dodała obserwując nieodgadniony wyraz Jego twarzy.
- Nie będę Cię oszukiwał, nie chcę tego dłużej robić, już za dużo kłamstw padło z moich ust w Twoim kierunku. Między mną a Jennifer coś zaszło, to nie jest tylko przyjaźń, to coś więcej. Mam nadzieję, że to przyjmiesz do świadomości. - powiedział niepewnym głosem. Zszokowana nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Miała tyle pytań, ale żadne nie wydawało się odpowiednie, aby je w tej chwili zadać. To wszystko było chore. Przecież Jen doskonale wiedziała, że Kelly nadal coś czuje do Mikey'a. 
- Najpierw Naomi, teraz Jennifer. A co znaczył ten sms, którego dostałam rano? Chyba nie powiesz mi, że to jakiś marny żart. Jak mogłeś, jak mogliście mi to zrobić? - wyszeptała. 
Zdenerwowana zapłaciła kelnerce i niemal wybiegła z lokalu. Czuła na sobie spojrzenie Mikey'a, odwróciła się śmiejąc mu się prosto w twarz. Trzasnęła drzwiami i ruszyła w kierunku domu. 'Co ja sobie myślałam? Że znów będzie tak cudownie, jak kiedyś? Głupia. Naiwna. Idiotka' pomyślała ze złością na samą siebie.
Wbiegła do pokoju czując na policzkach słone łzy. Położyła się na podłodze waląc głową o panele. Szloch niósł się echem po ścianach. Była zrozpaczona i rozczarowana zachowaniem swojej przyjaciółki. Jak mogła się tak pomylić? To był definitywny koniec wszystkiego, Jej świat się zawalił, straciła resztki nadziei, którymi jeszcze wczoraj żyła. W pewnej chwili zadzwonił telefon. Wygrzebała go z torby i zerknęła na wyświetlacz. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, tym bardziej z Jennifer, która właśnie dzwoniła. 
- Ty szmato. Jak mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić? Przecież wiedziałaś o wszystkim, wykorzystałaś to. Nienawidzę Cię, szczerze Cię nienawidzę. - Kelly wrzeszczała do słuchawki.
- Uspokój się, zrozum, po prostu zakochałam się w Mikey'u. Trwa to już jakiś czas. Chciałam Ci to wcześniej powiedzieć, ale wiedziałam, że nie zrozumiesz. Uspokój się. - mówiła Jen słysząc płacz po drugiej stronie słuchawki.
- Nie chcę Cię znać. - rzuciła, po czym zakończyła połączenie. 
Podbiegła do półki wywalając jej zawartość na podłogę. 'Cholera, muszą tu gdzieś być' pomyślała przeszukując kolejne szafki. 'Kurwa, tylko miętowe' powiedziała pod nosem zerkając na paczkę fajek, których szukała. Niezadowolona rzuciła nimi o ścianę, podobnie potraktowała ramkę ze zdjęciem Mikey'a i kilka innych rzeczy, które miała pod ręką. Podniosła z ziemi jeden z większych odłamków szkła i zdecydowanie precyzyjnym ruchem dłoni zaczęła nim jeździć po nadgarstku. Ból był niesamowity, tak cudownie wielki, ten fizyczny tłumił psychiczny. Z rozkoszą obserwowała strużki krwi spływające po Jej rękach. Słodkawa woń mazi pachniała zachęcając do kolejnych cięć, szkło raniło Jej ciało coraz bardziej. W pewnej chwili  było to tak silne uczucie, że przestała odczuwać ból. Zaśmiała się gorzko widząc w drzwiach zszokowaną Jen, a po chwili po prostu odpłynęła.'Kelly! Kelly!' ktoś wykrzykiwał Jej imię jakby po drugiej stronie szyby.

wtorek, 6 września 2011

ROZDZIAŁ II.

Zmywając pozostałości po wczorajszym makijażu usiłowała przypomnieć sobie wczorajszą rozmowę z Mikey'em. Co takiego powiedziała, skoro dziś rano dostała sms'a o treści: MOJA MAŁA HISTERYCZKA. ODEZWIJ SIĘ JAK WSTANIESZ, MUSIMY SIĘ SPOTKAĆ. KOCHAM CIĘ. W tej chwili jedyne czego była pewna, to to, że trochę przesadziła z alkoholem, ból głowy był potworny, a w żołądku wszystko wirowało. Podkreśliła oczy kredką i eyelinerem, rzęsy starannie pokryła nową warstwą tuszu a na policzki nałożyła odrobinę różu. Gęste blond włosy związała w kucyk, włożyła legginsy do kostek, ulubioną błękitną bokserkę, trampki i w pośpiechu zbiegła na dół. Mamę zastała w kuchni pijącą melisę.
- Ty w domu? O której wróciłaś? - zapytała zdziwiona widząc Kelly o tej porze w mieszkaniu.
- No jak widać. A wróciłam dość wcześnie. - powiedziała od niechcenia rzucając się na szafkę w poszukiwaniu tabletek na ból głowy.
- Długo mi się będziesz tak przyglądać? - zapytała zirytowana wzrokiem matki. W międzyczasie złapała za klucze, portfel, jabłko, wodę mineralną i wrzuciła to wszystko do torby.
- Znów się gdzieś wybierasz? - westchnęła ignorując wcześniej zadane przez córkę pytanie.
- Brawo za spostrzegawczość. - docięła Jej i nie mówiąc nic więcej wyszła z domu. Wybrała numer Mikey'a.
- Tak? - odezwał się, Po ciele Kelly przebiegł dreszcz na sam dźwięk barytonu Jego głosu. - Tak? - powtórzył nie słysząc odpowiedzi.
- Za dziesięć minut w kawiarni u Jessiki. - wydusiła z siebie.
- Dobrze, będę na pewno. - powiedział, po czym rozłączył się. Przyspieszyła kroku. Spacerowała głęboko oddychając rześkim, przedpołudniowym powietrzem, przyglądając się wystawom okolicznych sklepów. Po drodze minęła jakąś całującą się parę, uśmiechnęła się. 'Jak cudownie byłoby mieć taką osobę, która wypełniałaby każdy Twój dzień, każdą myśl, która budziłaby się i zasypiała z myślą o Tobie, dla której byłabyś najważniejsza na świecie' pomyślała rozmarzona. Dlaczego wciąż musiała cierpieć, dlaczego nie mogła być szczęśliwa? 'Dlaczego?' wciąż zadawała sobie to pytanie. Już zapomniała jak to jest normalnie żyć, cieszyć się każdą nadchodzącą chwilą, nie myśleć o jutrze. W zakłamanym świecie pełnym ciągłych rozczarowań, niespełnionych ambicji i marzeń, nie umiała już normalnie funkcjonować. Potrzebowała kogoś, jednak jedyną osobą, którą chciała mieć przy sobie był Mikey, lecz nie do końca. Nie umiała wybaczyć mu pewnych zachowań, które tak dogłębnie po jakimś czasie zaczęły ją ranić, niszczyć, z każdym dniem było ich coraz więcej i coraz bardziej je odczuwała. W pewnej chwili wybuchła, nie wytrzymała, skończyła z tym chorym związkiem. Kochała Mikey'a, ale sama do końca nie wiedziała jeszcze czego tak naprawdę chce. Czy potrafiłaby mu znów bezgranicznie zaufać? Całować Jego usta, w których zatapiała się inna dziewczyna, tonąć w Jego oczach, w które wpatrywała się Naomi? Nie miała pojęcia czy sprosta temu wyzwaniu. Jednak wizja posiadania Jego ramion znów na własność była silniejsza od wszystkiego innego.
Pchnęła drzwi kawiarni, rozejrzała się za jakimś wolnym stolikiem i po chwili zamawiała już cappuccino. Ze zdenerwowaniem spoglądała na zegarek. 11.53, spóźniał się sześć minut. 

piątek, 2 września 2011

ROZDZIAŁ I.

Nie mogła znieść Jego spojrzeń rzucanych w Jej stronę z drugiego końca sali. 'Co on sobie wyobraża?' pomyślała sięgając po kolejny już dzisiejszego wieczoru kieliszek czystej. Jeszcze kilka dni temu wtapiała się w Jego ramiona, trzymała za dłonie i czuła smak Jego ust, jeszcze kilka dni temu miała dla kogo żyć. Jeden incydent zburzył kilka miesięcy pracy nad ich związkiem, zniszczył wszystko to co było ich wspólnym szczęściem. Kelly bez Niego nie funkcjonowała normalnie, nie śmiała się już tak jak kiedyś, a całe dnie spędzała w łóżku zastanawiając się nad sensem życia. Wyjątkiem był dzisiejszy wieczór, w którym to znajomi Kelly wyciągnęli Ją z domu. Tak cholernie nie chciała się tu pojawić, a w dodatku On też tu był. Miał ochotę stąd jak najszybciej wyjść. Wyciągnęła z kieszeni kurtki Jennifer paczkę fajek, po czym wyjmując jedną odłożyła je na miejsce.
- Idę się przejść. - rzuciła wstając od stolika i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź skierowała się w stronę drzwi.
- Masz może ogień? - spytała zimnym tonem jakiegoś chłopaka ubranego w skórzaną kurtkę, tanią koszulę, jeansy i glany. 'Nie ma za grosz gustu' pomyślała oceniając Jego strój.
- Jasne. - odpowiedział podpalając Jej szluga, po czym mrugnął zalotnie patrząc prosto w Jej ciemnoniebieskie oczy. Rzuciła mu obojętne spojrzenie, a po chwili kroczyła już samotnie po piaszczystej plaży jeziora. Robiąc kilka kroków weszła na kładkę, podtoczyła nogawki jeansów i siadając zamoczyła stopy w lodowatej wodzie. Zaciągając się papierosowym dymem zaczęła zastanawiać się dlaczego odebrano najważniejszą osobę w Jej życiu, tak jakby odebrano ćpunowi narkotyk, a potem kazano iść na odwyk. W pewnej chwili poczuła Jego zapach, tak intensywny, jakby stał tuż za Nią. Odwróciła się. 'Nie pomyliłam się' pomyślała. 'On tu jest'.
- Zostaw to. - powiedział wskazując na fajkę w Jej dłoniach. Kelly zaśmiała się ironicznie nie robiąc sobie nic z Jego protestów.
- Zostaw to. - powtórzył. Nie uzyskał żadnej odpowiedzi, żadnej reakcji z Jej strony. Postanowił wyrwać papierosa z Jej dłoni, a po chwili ten już ginął w wodach jeziora.
- To moje życie. Nie masz prawa się do niego wpieprzać. - krzyknęła podnosząc się i zakładając buty.
- Obiecałaś mi, że nie dotkniesz tego świństwa. - powiedział spokojnym tonem.
- Ty też złożyłeś mi wiele obietnic, żadnej nie dotrzymałeś. Więc w takim razie dlaczego ja miałabym być w stosunku do Ciebie fair? Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. - oznajmiła oddalając się.
- Daj mi chwilę. Daj mi chwilę na to, abym mógł się jakoś usprawiedliwić. Maleńka, wiesz że tego nie chciałem, oboje tego nie chcieliśmy. - powiedział udając się w Jej kierunku.
- Nigdy więcej nie mów do mnie 'maleńka'. Zostaw mnie! - wrzasnęła przyspieszając kroku. Podbiegł do Niej, nie mógł pozwolić Jej na ucieczkę od tej rozmowy. Załapał Ją w pasie, szamotała się powtarzając wciąż prośby, aby Ją puścił. Nie dając za wygraną złożył czuły pocałunek na jednym z Jej policzków.
- Zostaw mnie do cholery! - krzyknęła wyrywając się z Jego ramion. - Myślisz, że powiesz jedno 'przepraszam', a ja Ci wszystko wybaczę? Myślisz, że zapomnę o Twoich kłamstwach? Zresztą będąc z Tobą żyłam tylko kłamstwem, obłudą, złudzeniem, które nazywałam szczęściem. Mylisz się, nie wybaczę Ci tego nigdy. - wyszeptała, po czym zaczęła biec. - Mam nadzieję, że ktoś zniszczy Ci tak kiedyś życie, jak zrobiłeś to z moim. - krzyknęła odwracając się w stronę Jego sylwetki. 
- Nienawidzę Cię. Nienawidzę! - wrzasnęła wybuchając płaczem, upadła na kolana, próbując stłumić wewnętrzny ból zagryzała z całej siły wargi, w dłoniach kryła łzy. Bez Niego była nieszczęśliwa, bez Niego była nikim, ale nie mogła pozwolić na to, aby po raz kolejny zawładnął Jej światem, nie była gotowa na kolejny cios, jaki mógłby Jej znów zadać. W środku wszystko w Niej krzyczało, domagało się Jego dotyku, oddechu, głosu. Bez Niego przy boku była bezradna, bezsilna, nic niewarta. W Jej głowie pojawiła się myśl o śmierci, o jak rozkosznie byłoby teraz umrzeć. Umrzeć, by potem nie czuć już nic. Zapragnęła śmierci tak jak dziecko wymarzonej lalki pod choinkę, czy ulubionych lodów. W pewnej chwili poczuła, że ktoś wziął Ją na ręce, nie miała już siły się bronić, dlatego poddała się jakimś silnym ramionom. Rano obudziła się w swoim łóżku, po Nim nie było ani śladu.